Na wakacje obiecałem sobie, że sięgnę po coś lekkiego i przyjemnego 😉 jakieś kryminały lub książki z humorem. Okazało się, że książka „Terapie Łączone” autorstwa Elżbiety Miszczak wydanej przez wydawnictwo PZWL zdecydowanie mnie pochłonęła.
Ostatnio podczas zabiegu z zakresu medycyny estetycznej rozmawiałem z lekarzem na temat stymulatorów tkankowych. Temat nie jest mi obcy, a mam wrażenie, że właśnie teraz przeżywa swój boom. Klasyczna wolumetria? Coraz częściej wypierana przez stymulatory tkankowe.
A jaki to ma związek z książką? Pełen tytuł książki to „Terapie łączone-Stymulatory tkankowe w protokołach łączonych z najnowszą technologią” i rzuciłem okiem na pierwszy rozdział, drugi rozdział i …wiecie jak to się skończyło.
Co znajdziecie w książce?
W telegraficznym skrócie chciałbym podzielić się z Wami co znajdziecie w książce.
Już na początku warto podkreślić, że to pozycja dedykowana specjalistom z branży beauty i medycyny estetycznej: kosmetologom, lekarzom, pielęgniarkom i fizjoterapeutom. W książce znajdziecie dużo praktycznej wiedzy.

Rozdział pierwszy
W pierwszym rozdziale książki znajdziecie niezbędne informacje, podstawy działania stymulatorów tkankowych i to czego możemy spodziewać się po użyciu preparatów zawierających tę grupę substancji. To co jest dla mnie ciekawe to wyjaśnienie co kryje się pod terminem biorewitalizatory, czy biostymulatory. Słuchając materiałów dostępnych na SM w których wspominano te terminy nie wszystko było dla mnie do końca zrozumiałe. W tym samym rozdziale znajdziecie informacje o różnicy miedzy stymulacja skóry a mezoterapią. Do tego wszystkiego znajdziecie wiele praktycznych informacji np. jak działają stymulatory tkankowe w zależności od głębokości podania w skórze. Mnie jako chemika zaciekawiła część związana z składem stymulatorów. W skład takich preparatów mogą wchodzić różne postacie kwasy hialuronowego (np. stabilizowany HA, niestabilizowany HA, różne długości łańcucha HA itp.). Oprócz tego w składzie znajdziecie: bursztynian sodu, tropokolagen, aminokwasy czy peptydy lub polinukleotydy. Jak dla mnie ciekawe było, że autorka w książce nawiązuje do konkretnych produktów dostępnych na rynku.
To co będzie szczególnie ciekawe dla praktyków to w książce można zaleźć informacje na temat sposobu podania preparatów zawierających stymulatory tkankowe.
Nie ma co ukrywać, że ważne jest co podawane jest iniekcyjnie w naszą skórę. W związku z tym w książce możecie znaleźć cześć w której mowa o medycznych i niemedycznych produktach. Wspomnę, że chodzi o oznakowanie CE, numery identyfikacyjne itp.
Rozdział drugi
Kolejny rozdział to smaczek dla specjalistów którzy w swojej pracy łączą różne techniki zabiegowe. W tym miejscu znajdziecie informacje o radiofrekfencji, laserze tulowym, laserze pikosekundowym czy HIFU, IPL czy laserze CO2. W każdym z tych przypadków znajdziecie szczegółowo opisane wskazania oraz przeciwwskazania do zastosowania danej techniki. Poszczególne techniki zostały omówione pojedynczo i w kombinacji np. RF+IPL+Xela Rederm czy laser tulowy+aminokwasy i HA. W tym przypadku możecie znaleźć schemat postepowania, opis korzyści płynących z konkretnego rozwiązania. Jak dla mnie są to wartościowe treści.
Rozdział trzeci
Trzeci rozdział to praktyczne protokoły, wskazówki i narzędzia w pracy kosmetologa. Tu przeczytałem o preparatach o których słyszałem i mam tu na myśli np. o PRX-T33 czy BioRepeel. Znacie te produkty?
Cenne jest to, że w książce nie brak fotografii, które odnoszą się do konkretnego zagadnienia. W końcu niektóre wyniki najlepiej pokazać 😉
Książka zawiera bogate piśmiennictwo. Dla dociekliwych czytelników autorka przygotowała bogate piśmiennictwo, które ułatwi dalsze zgłębianie tematu.
Podsumowanie
Mimo, że nie jestem lekarzem czy kosmetologiem to z ciekawością przeczytałem książkę „Terapie łączone”. Szereg informacji, wskazówek które mogą przydać się osobom mającym swoje gabinety. Według mnie bez względu czy jest się poczatkującym specjalistą czy „starym” wyjadaczem to warto zapoznać się z książką.
Recenzja książki powstała w ramach współpracy z wydawnictwem PZWL.

Zaciekawiasz tą recenzją 🙂 choć przydałby się chociaż jeden konkretny przykład z tej książki. Pozdrawiam 🙂
Zawsze zastanawiam się jak dużo pisać, żeby zaciekawić a jednocześnie za dużo nie napisać