Dziś chciałbym podzielić się z Wami tym co działo się podczas Douglas Skincare Weeks. Oczywiście wszystko w skrócie i męskim okiem. Spotkanie odbyło się w Warszawie, w studiu Tęcza. Jak tylko dowiedziałem się o wydarzeniu, od razu się zapisałem i… udało się. Zapisy były bezpłatne i obowiązywała zasada kto pierwszy, ten lepszy.
Pierwsze stoisko
Na wejściu przywitało mnie stoisko marki Douglas, gdzie mogłem przyjrzeć się kosmetykom z serii Douglas Skin Focus. Od dawna miałem ochotę lepiej poznać te produkty, ale nigdy nie było na to czasu. Moją uwagę szczególnie zwróciły serum z witaminą C oraz serum z 0,3% retinolem.

Po szybkim „dochodzeniu” okazało się, że w pierwszym serum zastosowano sodium ascorbyl phosphate, czyli stabilną pochodną witaminy C, a nie czysty kwas L-askorbinowy. Z kolei w serum z 0,3% faktycznie znajduje się retinol, zgodnie z informacjami producenta. Na tym etapie nie mogę jednak powiedzieć nic więcej o działaniu tych produktów. Szkoda, że nie miałem czasu, aby je przetestować.
Badanie stanu skóry
Na głównej sali czekały stoiska umożliwiające badanie stanu skóry. Uznałem, że kolejka trzech osób to już sporo, więc postanowiłem najpierw obejść inne stoiska, które dopiero zaczynały się zapełniać. To był błąd 😉
Męska pielęgnacja
Zwiedzanie rozpocząłem od zapoznania się z ofertą dla mężczyzn, gdzie można było odkryć marki oferujących produkty dedykowane męskiej pielęgnacji m.in. Biotherm, Clarins, Douglas, a także zupełnie nieznanej mi wcześniej marki Dr. Susanne von Schmiedeberg. Pani na stoisku opowiedziała mi o możliwościach pielęgnacyjnych poszczególnych marek i zasugerowała, jakie produkty mogą być dla mnie odpowiednie. Bardzo przyjemne spotkanie dziękuję za rozmowę!

Niemiecka marka i cukier
Następnie udałem się na stoisko marki Dr. Susanne von Schmiedeberg. Jest to niemiecka marka, której filozofia nawiązuje do starzenia się skóry związanego z cukrem i procesem glikacji. W składach produktów można znaleźć m.in. L-karnozynę – jest dipeptyd o działaniu antyoksydacyjnym, o którym wcześniej już trochę słyszałem. Tym razem nie udało mi się za dużo porozmawiać o szczegółach dotyczących stosowanych technologii, rozwiązań.
Następnie skierowałem się na stoisko dobrze znanej mi marki Caudalie. Tę markę z pewnością kojarzycie z Francją i winogronami. Z panią na stoisku porozmawiałem m.in. o resweratrolu, winiferynie oraz Vinergy™. Kojarzycie te nazwy? Ten ostatni składnik występuje w serum Premier Cru. Jeśli dobrze pamiętam, marka szykuje coś nowego w swojej ofercie, więc zdecydowanie warto mieć ją na oku.
Nowość marki Kiehl`s
Na stoisku marki Kiehl’s była możliwość zbadania stanu skóry oraz poznania nowego produktu Ultra Facial Meltdown Recovery Cream. Szkoda, że nie było dostępnych próbek, ale przynajmniej mogłem dowiedzieć się czegoś więcej o samym kosmetyku. Krem ma być pomocny przy podrażnionej i przesuszonej skórze, a także wspierać regenerację po zabiegach kosmetycznych.

W składzie znajdziemy m.in. bisabolol, koloidalną mączkę owsianą, pantenol, masło shea, olej z awokado oraz dimetikon. Moją uwagę szczególnie zwróciła koloidalna mączka owsiana. Słyszeliście wcześniej o tym składniku?
Kolejne stoisko należało do marki Clarins. Tutaj porozmawiałem o produkcie Total Eye Lift oraz ogólnie o pielęgnacji okolicy oka. Producent deklaruje, że kosmetyk ma w 30 sekund wywołać efekt liftingu, a po 3 godzinach wygładzić kontur oka. W składzie znajduje się m.in. ekstrakt z harongi, który ma stymulować syntezę kolagenu i którego działanie porównywane jest do kolagenu. Marka przeprowadziła porównawcze badanie kliniczne obejmujące 46 kobiet, trwające 56 dni.
Wpadłem też na stoisko La Mer. Markę znam raczej słabo bo stosowałem jeden produkt. Oprócz tego dużo słyszałem o ich topowym kremie, który bywa porównywany do klasycznego kremu Nivea. Nie testowałem go, więc nie będę się wypowiadał. Z ciekawostek: podobno marka niedługo wprowadzi nowości do swojej oferty i zrozumiałem, że będą związane z ofertą zabiegów gabinetowych.
Rodzima marka premium
Dużo czasu spędziłem natomiast na stoisku Dr Irena Eris. Pani była bardzo merytoryczna i szczegółowo opowiedziała o produktach oraz technologiach wykorzystywanych w kosmetykach. Pewnie wszyscy wiedzą, że marka posiada własne laboratoria badawcze.

Podczas rozmów z przedstawicielka marki pojawił się temat peptosomów czyli lipidowych pęcherzyków, które zawierają wewnątrz peptydy. Takie rozwiązanie chroni składniki przed degradacją i ułatwia przenikanie w głąb skóry. Sporo rozmawialiśmy też o linii Institute Solutions, głównie dlatego, że może dobrze odpowiadać na potrzeby mojej dojrzałej skóry. Serdeczne podziękowania za rozmowę i przybliżenie innowacji marki.
Na chwilę zajrzałem również na stoisko marki Sisley. Dzięki uprzejmości marki mogłem „pomacać” olejek do brody oraz porozmawiać o preparacie do skóry głowy. Składniki nie były szczególnie zaskakujące, ale jak dobrze wiecie nie ma sensu oceniać kosmetyku wyłącznie po INCI. Podobno to naprawdę świetny produkt. Marka wspominała o możliwości zbadania stanu skóry głowy, ale odpuściłem.

Skandynawska pielęgnacja
Kolejna marka, której wcześniej nie znałem, to Ole Henriksen. Przy stoisku były spore kolejki, a pani opowiadała o produktach i ich działaniu. W tym przypadku można było również wylosować mini produkt. Słyszeliście wcześniej o tej marce?
Dowiedziałem się, że jest to skandynawska marka pielęgnacyjna, założona przez duńskiego kosmetologa Ole Henriksena. Opiera się na klinicznych formułach i filozofii „joy + results”, czyli połączeniu skuteczności z przyjemnością stosowania. Marka podkreśla, że powstała na bazie doświadczeń założyciela, który najpierw poradził sobie z własnymi problemami skórnymi, a dopiero później zaczął tworzyć profesjonalne formuły dla klientów w Hollywood.
Yoskine i innowacyjne technologie
Dużo czasu spędziłem na stoisku marki Yoskine, gdzie miałem okazję lepiej poznać jej produkty. Marka mocno stawia na badania i innowacje. Rozmowy rozpoczęliśmy od linii Japan Pure Rice Infusion, głównie dlatego, że z tej serii kupiłem wcześniej peeling i szczerze polecam szafirowy peeling. Po zastosowaniu buzia gładka jak u niemowlaka.

Podczas rozmowy pojawił się temat innowacyjnej technologii in`detox, która według deklaracji marki ma wpływać na jędrność i sprężystość skóry, a także wspierać redukcję widoczności zmarszczek.
Z ciekawością zajrzałem również na stoisko Sol de Janeiro, ale… jakoś nie było między nami chemii 😉
Badanie skóry – drugie podejście
Na koniec wróciłem do badania stanu skóry i tym razem w kolejce było już około 10 osób, więc swoje musiałem odczekać. Samo badanie wypadło jednak całkiem korzystnie. Jak na mężczyznę w moim wieku mam skórę dobrze nawilżoną, oczywiście na nosie widać trochę porów, a miejscami płytko położone naczynia. Na zakończenie badania otrzymałem propozycję kosmetyków, którymi mógłbym wzbogacić swoją rutynę pielęgnacyjną.
Podsumowanie
Cieszę się, że mogłem wziąć udział w wydarzeniu. Nie ma co ukrywać, że to fajna akcja marketingowa, pozwalająca promować marki dostępne w ofercie drogerii Douglas, ale też bardzo fajna okazja do odkrycia i przetestowania marek, które mnie zainteresują. Podczas wydarzenia można było zbierać pieczątki od marek i wymienić je na rabat na zakupy 20%. Fajny rabat.

Nie o wszystkich markach wspomniałem. Następnym razem się poprawię 😉
Plusy wydarzenia:
- fajna okazja, żeby dowiedzieć się więcej o markach mniej mi znanych
- możliwość otrzymania próbek i mini produktów do testów
- bardzo dobry pomysł z badaniem skóry twarzy i głowy
Minusy:
- tłumy
