Większość z Was pewnie zna odpowiedź na to pytanie, ale czy umie odpowiedzieć dlaczego?
W naszej codziennej rutynie pielęgnacyjnej stosujemy różne kosmetyki. Często nie zwracamy uwagi na to, ile ich używamy. A to ma znaczenie i to większe, niż niektórym się wydaje.
Perfumy i dezodoranty
Pamiętacie metodę na 8 kółek na klacie Waszego ulubionego dezodorantu? No z pewnością Wasza obecność zostanie dostrzeżona. Tylko czy to ma sens?
Wydaje mi się, że lepiej się umyć i podkreślić swój naturalny zapach, niż próbować go zabić. Warto pamiętać, że machając te 8 kółek dezodorantem, musicie oddychać i na 100% będziecie wdychać część zawartości Waszego dezodorantu lub perfum. Później są internetowe dramy, że są one szkodliwe, że chemia, że wszyscy umrzemy.

No nie dziwię się, skoro przy takiej aplikacji część produktu trafia nie tylko na ciało, ale też do dróg oddechowych (często o tym zapominamy). Później duszności, kaszel a może w przyszłości jakieś problemy zdrowotne. Warto o tym pamiętać: jednorazowa, rozsądna aplikacja na ciało a „jechanie” sprayem przez 5 sekund robi różnicę. Nawet dezodorant lub perfumy z najłagodniejszym składem mogą nam zaszkodzić.
Pasty do zębów
Na reklamach często widać, że pasta do zębów nanoszona jest na szczoteczkę „na bogato”. Później wszystko się pieni, jest odświeżone, ale czy to przekłada się na to, czy Wasze zęby są lepiej domyte? Nie.
To nie ilość, a sposób mycia ma znaczenie.
W wielu pastach do zębów są detergenty i znajdziecie tam nawet sławny SLS lub SLES. Jak w produkcie do mycia twarzy jest jeden z tych składników, to wielka drama, ale już jak w pastach, to mniejszy problem i nagle pół tubki na szczoteczce nikogo nie rusza.

Nie po to marki piszą na opakowaniach, żeby nakładać pastę w niewielkiej ilości. Naprawdę nie trzeba robić piany jak po myjni bezdotykowej, żeby dobrze umyć zęby.
Kremy
W tym przypadku najlepszym przykładem będą kremy z retinolem. Tu stosuje się jak najmniejszą ilość, która pozwoli na równomierne rozprowadzenie produktu na twarzy. Wiele marek pisze o ziarnku grochu i ogólnie to jest bardzo dobra wskazówka. Ale z mojego doświadczenia wynika, że czasem potrzeba odrobinę więcej.
Wszystko zależy od formuły kosmetyku i tego jak rozprowadza się po skórze. Co innego ziarnko grochu kremu, który jest tępy i trudno się go rozsmarować na skórze, a co innego ziarnko grochu czegoś, co rozprowadza się tak, że jednym pociągnięciem można zahaczyć o pośladki.
Ważne: większa ilość kosmetyku, szczególnie z aktywnymi składnikami, nie zawsze zrobi nam dobrze. Wręcz przeciwnie mogą pojawić się działania niepożądane: szczypanie, zaczerwienienie, pieczenie, podrażnienie. W tym miejscu polecam szczególnie zwrócić uwagę na pierwsze dni stosowania takiego kosmetyku.
No i jedna prosta wskazówka dla osób zaczynających przygodę z retinolem: lepiej zacząć od mniejszej ilości i mniejszej częstotliwości, niż od razu przesadzić.
W przypadku każdej pielęgnacji nasze codzienne działania to nie sprint, tylko regularność i długofalowe działanie.
Kolejna sprawa: w przypadku kosmetyków aplikowanych na skórę duża ilość może się rolować, mazać, lepić… i to chyba nie jest pożądany efekt.

Podsumowanie
Czy ilość ma znaczenie? Zdecydowanie tak.
Większa ilość kosmetyku nie zwiększa ani nie intensyfikuje jego działania. To regularność, odpowiednia ilość i czas pozwalają zadbać o naszą skórę.
Jeśli ktoś nadal liczy na cud po nałożeniu dwa razy więcej… to zapraszam do Lichenia.

👏👏👏👍
Widzę, że wpis zaciekawił… zapraszam częsciej