Pod koniec marca odbyło się ciekawe wydarzenie „Aromaty„, które miało miejsce na Mysiej 3 w Warszawie. Dla nie wtajemniczonych Mysia 3 to z jednej strony dom handlowy a z drugiej nowoczesna przestrzeń eventowo-kulturalna, znana z organizacji wydarzeń związanych ze sztuką, designem i lifestyle’em.
Aromaty
O wydarzeniu Aromaty słyszałem już jakiś czas temu, ale wcześniej nie udało mi się tam dotrzeć. Tym razem, po umyciu okien u rodziców, stwierdziłem, że wpadnę na te targi. Tak po prostu – dla siebie, żeby odkryć coś ciekawego!
Same targi kierowane są do miłośników niszowych zapachów, świec, olejków eterycznych i kadzideł. Czyli coś dla mnie… Zanim poszedłem na wydarzenie, zapoznałem się z wystawcami. Przyznam, że szczególnie chciałem odwiedzić stoiska marek, które już znam, czyli PerfumeCraft, Anna Bojar i Tkliwi Nihiliści.
Na 3. piętrze domu Mysia 3 czekały na mnie spore tłumy! Zacząłem od pierwszego przejścia po stoiskach, żeby zorientować się, gdzie która marka ma swoje miejsce.

Przyznam, że podczas wydarzenia było sporo nieznanych mi marek! Wspomnę o kilku, które najbardziej mnie zaciekawiły.
Muscaria
Muscaria – marka pochodzi z Bielska-Białej, a jej twórcą jest Rafał. Młody mężczyzna z pasją do tworzenia zapachów. W ofercie marki jest pięć kompozycji i miałem przyjemność je odkryć. Zacznę jednak od tego, że bardzo spodobało mi się podejście twórcy. Przed przekazaniem blotera z zapachem opowiadał o nim, a dopiero kiedy skończył historię danej kompozycji, podawał go do powąchania. Może to moja nadinterpretacja, ale była w tym pewna staranność, chęć dzielenia się historią zapachu i po prostu pasją.

Powąchałem wszystkie zapachy, ale nie ma co ukrywać – to było dla mnie trochę za dużo. Moją uwagę zwrócił Spicy Neroli. Uwielbiam zapach olejku eterycznego z gorzkiej pomarańczy, ale zazwyczaj rzadko po niego sięgam. W tym przypadku za zapachem neroli pojawiała się cała masa innych nut. Podzielę się moją interpretacją – coś ziemistego, pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że wyczuwam fiołek i mieszaninę przypraw. To, co mi się podoba, to fakt, że ten zapach zmienia się w czasie. To mieszanina aromatów, które nie są oczywiste i łatwe do rozszyfrowania.
Pozostałe zapachy były równie ciekawe, ale zdecydowałem się odkryć coś mniej oczywistego dla mnie.
Follow Your Nose
Kolejna marka, która mnie zaciekawiła, była powiązana z J.F. Pisarczyk 1925. Twórczynią zapachów jest pani Agnieszka Pisarczyk, z którą bardzo miło mi się rozmawiało. Artystka, która potrafi pięknie opowiadać o zapachach!
Rzuciłem się na Chang i nie bez powodu. Biorąc go do ręki, od razu pomyślałem o moich wakacjach w Tajlandii. Chiang Mai, a może Ko Chang, a może Chiang Rai… nieważne, którego miejsca ten zapach dotyczy odrobinę mnie zaczarował. Na tyle, na ile go pamiętam, było drzewnie, oudowo, żywicznie, w jakiś sposób słodkawo, ale jednocześnie inaczej niż w znanych mi kompozycjach. Wąchając ten zapach, wyobrażałem sobie tropikalny las, przez który przebija się słońce. Brzmi to dość ogólnie, ale coś jest w tym opisie.

Marka proponuje też layering, z którym już się kiedyś spotkałem i… w tym przypadku dobrze mi leżał 😉 Do tego muszę dodać, że marka założyła klub, który pozwala dostać się do zapachów. Ciekawe podejście…
PerfumeCraft
Odwiedzając stoisko marki PerfumeCraft, zostałem zaskoczony jednym z zapachów o nazwie „Liść chrzanu”. Był to wytrawny zapach, w którym pierwsze skrzypce grał… chrzan! Przyznam, że ten zapach naprawdę mnie zaskoczył i zaciekawił. Pierwszy raz spotkałem się z nutą chrzanu w perfumach. Moje serce skradły jednak zapachy związane z herbatą i coś czuję, że jeden z nich sobie kupię…

Anna Bojar i jej zapachy
Z przyjemnością odwiedziłem też stoisko Perfumy Bojara – poznałem dawno temu twórczynię, jej zapachów i chyba nie zawiodłem się na żadnym, który kupiłem. Uważam, że to świetny stosunek ceny do jakości! Propozycje zapachowe są przemyślane, nieoczywiste, a jednocześnie intrygujące.
Na targach pojawiły się też nowe dla mnie propozycje. Sea-see – morsko-oudowy, pojawił się też zapach, w którym wyraźnie czuć matchę, ale… mnie zaczarował zapach o nazwie Szafi. W kompozycji mamy szafran, który uwielbiam, oraz mandarynkę. Ten zapach jest bardzo przyjemny, ciepły, z nutą szafranu, która nie wypełnia całego otoczenia, ale jednocześnie jest wyczuwalna i dobrze zaznaczona. Zapach nabyłem droga kupna i niedługo o nim napiszę!
Odwiedziłem wiele stoisk, ale nie ma co ukrywać – mój nos dość szybko się zmęczył. Każdy nowy zapach to nowa aplikacja i mieszanka aromatów. Aż takim specem nie jestem, dlatego kilka próbek wróciło ze mną do domu.
Mini podsumowanie
Lubię takie wydarzenia, bo można nie tylko poznać nowe marki, ale też po prostu pogadać z ludźmi, którzy naprawdę czują temat. Aromaty to wydarzenie dla tych, którzy chcą odkrywać zapachy trochę bardziej świadomie i trochę mniej oczywiście. Jeśli będzie kolejna edycja, to bardzo możliwe, że znów się tam pojawię, żeby odkrywać nowe niszowe zapachy.

