Robimy swój krem cz.1

dnia

Ostatnio zastanawiałem się nad tym, jakiemu tematowi powinienem poświęcić kolejny wpis. Na pewno zainteresowanie wzbudziłoby coś krzykliwego, kontrowersyjnego…Niestety – nie planuję być celebrytą. Nic z tego! W związku z tym postawiłem, że powinno to być coś merytorycznego, praktycznego, ale coś co jednocześnie wzbudzi Wasze zainteresowanie.

Jak wiecie jestem chemikiem. Postanowiłem więc napisać o tym jak wygląda wytworzenie kremu. Od pewnego czasu zauważam bardzo duże zainteresowanie kremami DIY zawierającymi składniki naturalne. Rozwijając skrót DIY otrzymujemy Do It Yourself, czyli Zrób to Sam.

Tworzenie kremów jest stosunkowo proste, ale jak to często bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Pamiętam jak na samym początku swoich eksperymentów mojemu „idealnemu” kremowi  zdarzyło się mieć grudki lub za luźną konsystencję.

Na początek trochę  filozofowania.

Jak by nie patrzeć krem to też chemia. W końcu wszystko co nas otacza to chemia – związki organiczne lub nieorganiczne. Dobrze by było jak by ta chemia pomagała, a nie szkodziła zdrowiu. W przypadku wszystkich  kosmetyków dobrze by było gdyby chemia odpowiednio nawilżała, natłuszczała, złuszczała czy spowalniała procesy starzenia.

Nie mam nic przeciwko  produktom naturalnym, ponieważ sam je stosuję. Niestety mam wrażenie, że  wielu wytwórców korzysta z występującej mody na wszystko to co jest naturalne i wydaje im się, że jeśli produkt  zawiera jeden składnik pochodzenia naturalnego to jest to już… preparat naturalny.

W tym momencie warto obalić mit, że preparaty naturalne nie uczulają. Te produkty mają taką samą zdolność do uczulania jak każdy inny 😉 Prawdą natomiast jest, że skład preparatów naturalnych jest często przemyślany i nie zawierają one składników „nie lubianych” przez fanów „eko” takich jak np.. parafina, fenoksyetanol, donory formaldehydu itp.

Wróćmy jednak do tematu głównego wpisu, czyli tworzenia kremów.

Co to są kremy?

Kremy  to zazwyczaj emulsje. Musimy mieć więc fazę wodną i olejową, które trzeba ze sobą połączyć. Do połączenia potrzebny jest emulgator. Dla wyjaśnienia – jest to substancja, która ułatwia łączenie obu faz. Czy wiecie, że takim „eko” emulgatorem jest lecytyna, którą znajdziecie w żółtkach jajek i która ułatwia tworzenie się majonezu? Możemy mieć krem woda w oleju (W/O) lub olej w wodzie (O/W). Ja zazwyczaj robię olej w wodzie – fazę tłuszczową rozproszoną w wodzie.

Jeśli chodzi o fazę wodną to zazwyczaj używam wody destylowanej i hydrolatów. Hydrolaty noszą też nazwę wody kwiatowej. W praktyce są to destylaty roślinne z parą wodną. Zawierają one substancje rozpuszczalne w wodzie oraz olejki eteryczne. Hydrolaty zazwyczaj mają zapach zbliżony do rośliny, z której były pozyskiwane.  Trzeba pamiętać, że w  niektórych przypadkach   mogą one nadać zapach całemu produktowi i nie zawsze jest on przyjemny 😉 Ostatnio kupiłem hydrolat z kocanki i … muszę przyznać, że zapach jest intrygujący. Koleżanka sugerowała, że jest to zapach kiełbasy grillowanej 😉 Ciekawe jak Wy określilibyście ten zapach…

Faza wodna

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że hydrolaty wnoszą do produktu dodatkowe składniki pielęgnacyjne.  Moim ulubionym jest hydrolat z lawendy. Polecany jest do każdego rodzaju cery – działa łagodząco, regenerująco i delikatnie antyseptycznie.  

Jeśli chodzi o wodę możecie zastosować wodę mineralną, przegotowaną.

Faza olejowa… tu mamy duży wybór. Zanim zdecydujecie się wybrać jakiś konkretny olej to dobrze poczytajcie o jego właściwościach, a najważniejsze jest to czy można go podgrzewać. Kolejny aspekt to czy macie produkt rafinowany czy nierafinowany. Zaskoczę Was, ale na opakowaniu kremu raczej nie znajdziecie informacji o tym czy oleje są rafinowane czy nie. Jestem przekonany, że w większości przypadków stosuje się oleje rafinowane. Dlaczego? Ponieważ są trwalsze, bez zapachu.

Przy okazji zwróćcie uwagę czy macie do czynienia z olejem czy maceratem olejowym. To nie to samo… Jeszcze jedna sprawa – niektóre oleje mają zdolność do zapychania porów, czyli są komodogenne. Zanim zaczniecie panikować powinniście wiedzieć, że to czyste oleje są komodogenne. Uważam, że w tym przypadku trzeba samemu trochę potestować i obserwować jak reaguje Wasza skóra.

Osobiście bardzo lubię oliwę z oliwek, olej jojoba (tak naprawdę wosk), olej ze słodkich migdałów czy olej rycynowy. Do wyboru są też  bardziej egzotyczne oleje, ale ja stawiam na te najbardziej znane produkty.  Taka mała wskazówka – zaczynając przygodę z robieniem kremów lepiej poćwiczyć trochę na tańszych składnikach np. oleju słonecznikowym czy oliwie z oliwek;-), żeby w razie niepowodzenia nie być za bardzo stratnym…

Faza olejowa

Konserwant – według mnie to bardzo ważny składnik kremu. Bez niego w ciągu kilku dni Wasz krem „zakwitnie”.  Do Was należy decyzja czego użyjecie – parabenów, fenoksyetanolu czy jeszcze czegoś innego. Ze względu na to, że zależało mi, by otrzymywane kremy były „eko” zdecydowałem się na konserwant o nazwie handlowej Leucidal (Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate). Muszę powiedzieć, że ten konserwant u mnie doskonale się sprawdza! Dlaczego tak sądzę? Kiedyś zapomniałem dodać konserwantu do produktu no i mocno zdziwiłem się jak po kilku dniach zobaczyłem „coś” na krawędzi opakowania… Taki sam skład kremu, ale już z dodaniem konserwantu wytrzymał co najmniej miesiąc bez zmian. Nie wiem czy wytrzymałby jeszcze dłużej, ponieważ krem robię w małych ilościach (30 -50 ml), tak by go jak najszybciej zużyć.

Pozostałe proste składniki, które polecam do użycia to gliceryna, mocznik, kwas hialuronowy, d-pantenol, witamina E czy alantoina. Kupując składniki zwróćcie uwagę czy kupujecie czysty składnik, czy roztwór i czy nie zawiera on dodatkowych składników, które mogą Was uczulać. Na podstawie  własnego  doświadczenia  obserwuję, że kwas hialuronowy a często hialuronian sodu (roztwór) zawiera fenoksyetanol.

Zanim opiszę jak robię  swoje kremy mam dla Was kilka praktycznych wskazówek:

  • czytajcie dokładnie etykiety  kupowanych składników (co w nich się znajduje);
  • czytajcie o składnikach, które Was interesują, których chcecie użyć;
  • sprawdźcie dokładnie czy kupujecie czysty składnik czy z dodatkiem konserwantów;
  • zaczynajcie od przygotowywania kremów zawierających proste i tanie składniki. Jeśli coś nie wyjdzie to nie będzie szkoda wylać „pracy” do zlewu;
  • czasem mniej składników znaczy lepiej.

W następnym wpisie przejdę do szczegółów i wykonania kremu…

Zachęcam do komentarzy i zadawania pytań!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *