Mój przebieg choroby COVID 19 cz.1

Wszyscy piszą to i ja podzielę się jak u mnie wyglądała przygoda z COVID 19. Zastanawiam się tylko – gdzie był mój pacjent zero …

Początek

W weekend pojawił się u mnie silny katar i ból głowy, który utożsamiałem z zapaleniem zatok. Gdy schylałem się to bolała mnie cała czaszka, uszy, a nawet zęby. Właściwie nic nadzwyczajnego, zawsze to tak u mnie wygląda, gdy atakują zatoki. Mam wrażenie, że wysmarkuję pół mózgu.

Miałem wrażenie, że wysmarkuje pół mózgu

W niedzielę drzemałem pół dnia, a pod wieczór pojawiła się niewielka temperatura – 37,2 C. Trudno mi ocenić, czy to wysoka temperatura czy niska. Z nosa cały czas wysmarkiwałem gluty, tylko z czasem były one coraz bardziej kolorowe. Jako nie medyk, nie łączyłem tego z infekcją bakteryjną. Najadłem się czosnku, odpaliłem olejki eteryczne (olejek z drzewa herbacianego, goździkowy, cedrowy) i przed położeniem się do snu, na noc wziąłem ciepłą kąpiel. A, i jeszcze jedno – nic nie czułem, no ale jak ma się zawalone zatoki to nigdy nie czuć zapachów… Przynajmniej ja tak mam.

Poniedziałek

W poniedziałek nie poszedłem do pracy. Stwierdziłem, że nie ma co ryzykować. Nie chciałem, żeby choroba się rozwinęła. Uznałem, że lepiej zostać w domu, tym bardziej, że od czasu do czasu mam możliwość pracy zdalnej. Wołałem zostać w domu w ciepełku. Akurat w poniedziałek było mega chłodno, a nie wychodząc z domu udało mi się uniknąć mrozu i mogłem spokojnie popracować w domu. Niestety nadal pobolewała mnie głowa. Musiałem sobie jakoś ulżyć. W apteczce znalazłem Sinupret, więc zacząłem go wcinać. Cały dzień przeleciał bez jakichś szczególnych dramatów (nie licząc tego, że zjadłem chyba 6 naleśników z dżemem na kolację!). Temperatury nie było…

Wtorek

We wtorek pojechałem do pracy, ale z myślą, że przydałby mi się antybiotyk na zatoki. Takich skarbów niestety nie mam w swojej apteczce. O 8.10 zadzwoniłem do lekarza i byłem 7 w kolejce na linii. Prawdziwy cud! Chwilę później już rozmawiałem z Panią Doktor. Powiedziałem Jej, że mam problem z zatokami, że bolą, że średnio raz w roku mam takie dolegliwości. W odpowiedzi dostałem skierowanie na… test na COVID i kwarantannę. No pięknie, pomyślałem. Nie tylko nie dostałem leków, to jeszcze zafundowano mi „areszt domowy”. W pracy wszystko rozgrzebane, roboty w cholerę. Na wszelki wypadek spryskałem wszystko po sobie izopropanolem i ruszyłem w drogę powrotną (przez zaspy i pola) do Warszawy. Po drodze niestety strasznie zmarzłem w oczekiwaniu na autobus powrotny do domu. W autobusie siedziałem oczywiście w masce i na wszelki wypadek na miejscu obok położyłem torbę, by nikt mi się nie przysiadł. Prosto z autobusu popędziłem zrobić sobie test (PCR). Pod punktem pobrań stałem jak ciele przez ok. 40 min., bo byłem za wcześnie. Do domu nie opłacało mi się już wracać, więc cierpliwie czekałem. Poza tym, nie powinienem się przecież kręcić po mieście. No ale z drugiej strony – do domu musiałem przecież jakoś dotrzeć.

Wymaz pobrano mi z nosa.

Test poszedł bardzo sprawnie, a Pani odpowiedzialna za pobieranie próbek nie traciła humoru. Serdecznie Ją pozdrawiam! Szczerze mówiąc byłem wkurwiony i zastanawiałem się, po jaką cholerę mi ten test. Wolałbym test na przeciwciała, bo pewnie swoje już i tak odchorowałem.

Po powrocie do domu sprawdziłem co jest w lodówce. Na szczęście nie było źle 😉 Dużo piłem, zjadłem witaminę C (oczywiście lewoskrętną 😉 ) i preparat na uszczelnienie naczyń krwionośnych.

Środa

Od rana czekałem na wynik testu, bo chciałem wiedzieć na czym stoję. Jestem na zwolnieniu, więc… odpoczywałem, zrobiłem sobie obiad, ogarnąłem chatę. Generalnie, nie czułem się jakoś strasznie źle.

Około 13-tej przyszły wyniki – stwierdzono obecność wirusa. No kurde… skąd ten wirus? Izolacja, praca, z kim miałem kontakt – dziesiątki pytań pojawiło się w mojej głowie.

Do pracy jeżdżę komunikacją miejską, w sklepie robię zakupy. O rany! Byłem też ostatnio u fryzjera. Zacząłem zastanawiać się z kim miałem kontakt. Doszedłem do wniosku, że pół Polski powinno pójść na kwarantannę 😉  Stop! Bez paniki…

Noszę maseczkę, myję dłonie. Podobno, jak z kimś miało się kontakt poniżej 15 minut to jest niska szansa na zarażenie. Hmm – z tego wniosek, że szybkie numerki są bezpieczne. Oczywiście żartuję 😉 Szczerze mówiąc to podejrzewam, że teraz to już nie zarażam. Że to końcówka choroby.

W ciągu dnia porządnie się wysmarkałem i czuję się dobrze. Wyczułem nawet zapach balsamu do brody od Zew. Kurde – nie jest źle… 

Obciąłem sobie paznokcie, nakremowałem dłonie i siedzę z nogami w misce z ciepłą wodą. Przychodzi SMS, że mam obowiązek zainstalować aplikację monitorującą mnie … Noo, niech będzie. Ciekawe, czy ktoś to monitoruje. Czy ktoś obrabia te dane?

Mając taką aplikację masz różne zadania do wykonania. Dziś musiałem zrobić zdjęcie swojej paszczy.

Czwartek

O 5-tej już nie mogłem spać… Zajrzałem na Instagram co się dzieje. Dwa razy poskrolowałem ekran i …obudziłem się prawie o 9-tej. W panice rzuciłem się po telefon, bo miałem umówić się do lekarza, by przekazać wyniki. Na szczęście dodzwoniłem się w 3 minuty. Jednak cuda się zdarzają.

Kontakt z lekarzem był nadzwyczaj szybki

Jest 9.30, a ja ciągle jestem na telefonie. Staram się pozałatwiać wszystko w pracy. Na razie jest wielkie zamieszanie. Na szczęście nikt nie ma objawów, ale osoby, które miały ze mną największy kontakt pracują teraz zdalnie. Praca leży… Wprawdzie końca świata nie będzie, ale wiem, że jak wrócę, to nie odkopie się z dokumentów 😉

Dziesiąta. Udało mi się zjeść śniadanie i też umyć. Po każdym prysznicu czuję, że żyję. Wysmarkałem dwie krwawe chusteczki i poczułem, że mogę oddychać.

Piątek

Wstałem porządnie wyspany. Odpaliłem pranie, zjadłem śniadanie z cateringu i cieszyłem się słońcem, które nadzwyczaj mocno świeciło. Korzystając z pogody wyrzuciłem pościel z poduszkami na mróz i wziąłem się za sprzątanie w szafkach. Roznosiła mnie niespotykana energia. Czułem się, jakbym wypił z 3 mocne drinki 😉

Dziś zadzwonił Snepid i przeprowadził ze mną krótki wywiad 😉 Niestety nie będzie go w TV 😉 Zjadłem obiad i … odpłynąłem. Rzadko zdarza mi się zasnąć tak, by stracić rachubę czasu.

Wracam do świata żywych. Nie mam temperatury, ale czuję się chwilowo padnięty. Coraz częściej analizuję wszystkie swoje wrażenia smakowe, zapachowe, to jak się czuję…

Już niedługo napiszę więcej. Druga część materiału nadchodzi…

7 komentarzy Dodaj własny

  1. Akacja pisze:

    Dobrze, że wracasz do żywych, ale przebojów z służbą zdrowia nie zazdroszczę!

  2. Katarzyna pisze:

    Wracaj szybko do zdrowia!!!

  3. Grzesiacz pisze:

    Dominik – mocno trzymam kciuki za Twój szybki powrót do zdrowia 🤛

  4. dobrze,ze juz jest lepiej, masakra! nie zycze nikomu! 🙁

    1. Dominik pisze:

      Jest dobrze. Dziękuję

  5. Całe szczęscie, ze to juz za Tobą! Duzo zdrowka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *